[ Pobierz całość w formacie PDF ]
tymi dwiema kobietami, bo atmosfera wydawała się
wręcz gęsta. Matilda pewno powiedziała, co myśli.
- Moim zdaniem, Roseanne szybciej wróci do
zdrowia, jeżeli nie będzie miała stałego towarzystwa
- powiedział. - Odwiedzających i pana Stevensa
oczywiście należy zawsze wpuszczać. Pielęgniarki są
tutaj znakomite, nie zabraknie jej troskliwej opieki.
- Podszedł do drzwi. - Musicie mi państwo wybaczyć.
Czeka mnie pracowity dzień. To naprawdę niefortunny
dla pani córki wypadek, mogę jednak zapewnić, że
w ciągu krótkiego czasu wróci do zdrowia. -Pożegnał
lady Fox i obrócił się w stronę Matildy.
- Dziękuję za pomoc - rzekł z uśmiechem i właśnie
ujął jej dłoń, kiedy przerwała mu lady Fox.
- Pański rachunek, doktorze...
Oczy pana Scotta-Thurlowa stały się lodowate.
- We właściwym czasie moja sekretarka prześle
pani rozliczenie, lady Fox.
Matildzie, która przy różnych okazjach starała się
jej współczuć, zrobiło się przykro.
- No cóż, wracaj lepiej do domu. Chyba będę
musiała codziennie tutaj przyjeżdżać. Zapomnę o tych
głupstwach, które wygadywałaś o rezygnacji z pracy,
Matildo. OczekujÄ™ ciÄ™ jutro rano, jak zwykle - oznaj
miła lady Fox po wyjściu obu lekarzy.
- Oczywiście, proszę pani. Powiedziałam przecież,
że zostanę do przyszłej soboty. Ale nie mówiłam
głupstw. Potem odchodzę.
ROZDZIAA CZWARTY
Matildę odwiózł do domu doktor Bramley. Przedtem
jednak czekała ją jeszcze burza rozpętana przez
Roseanne na wieść, że pozostanie sama. Na szczęście
Matilda w porę przypomniała, że przyjdzie Bernard
i będzie chciał ujrzeć uśmiechniętą narzeczoną, co
powstrzymało atak histerii panny Fox.
- Czy poróżniłyście się z lady Fox? Wyczułem
wyraznie, że atmosfera była napięta - ostrożnie spytał
doktor Bramley w trakcie jazdy.
- I tak już czas, żebym znalazła sobie coś innego
do roboty. Hilary wraca na kilka miesięcy, a Esme
świetnie ojcu pomaga. Chciałabym znalezć pracę
niedaleko, żeby regularnie wpadać do domu. Nie
mam pojęcia, jaką. Chyba niewiele osób potrzebuje
kogoś do załatwiania korespondencji, układania
kwiatów i tym podobnych rzeczy.
- Podobno jesteś świetną kucharką. Nie wątpię, że
coÅ› siÄ™ znajdzie. Wpadnij od czasu do czasu do
Roseanne, dobrze? Ona potrzebuje kogoÅ›, kto by jÄ…
podbudował. Ten chłopak, za którego chce wyjść,
wygląda dość sympatycznie.
- O tak. Roseanne przy nim jest zupełnie inna.
- Zdumiewa mnie, jak miłość potrafi zmienić
człowieka.
Matilda zastanawiała się, czy miłość zmieniła Rhodę
Symes. Nie wydawało jej się to prawdopodobne.
Pewno dlatego, że ona nie kocha Jamesa, a może i on
jej nie kocha. Pobożne życzenia.
Zagadnęła swego towarzysza o pszczoły, jego wielką
NAJCUDOWNIEJSZE LATO 57
pasję. Nadal o nich rozmawiali, gdy zajechał przed
plebanię i wszedł do środka, zaproszony na filiżankę
kawy.
Następnych dziesięć dni nie należało do łatwych.
Każdego ranka chodziła do dworu, gotowa słuchać
jak zawsze poleceń swej chlebodawczyni, ale co
naprawdę czuła, wiedziała tylko ona.
Należało znalezć kogoś na jej miejsce, co nie
było łatwe, ponieważ nikt nie kwapił się do pracy
u lady Fox.
Wreszcie lady Fox zwróciła się o radę do samej
Matildy.
- No cóż - powiedziała ta po namyśle. - Gdyby
pani zaoferowała wyższą płacę i dała ogłoszenie do
gazety w Salisbury lub Yeovil... ponadto jest tu pod
dostatkiem miejsca, więc można by zaproponować
pokój, oczywiście za darmo.
- Rzeczywiście - oburzyła się lady Fox. I postąpiła
zgodnie z radą Matildy. Znalazła się w końcu chętna.
Była nią pani w średnim wieku, która na pewno nie
pozwoliłaby sobie w kaszę dmuchać. Oczekiwała
dużo wolnego czasu dla siebie i miesięcznego urlopu.
Miała doskonałe referencje, miły głos i sposób bycia,
świetnie też pisała na maszynie. Została zaangażowana
i Matilda odetchnęła z ulgą.
Kilkakrotnie pojechała starym samochodem ojca
odwiedzić Roseanne i znalazła ją w znacznie lepszym
stanie. Bernard wyjechał, obiecał jednak przyjeżdżać
na weekendy. Wpadł na świetny pomysł, żeby przy
wozić ze sobą stosy ilustrowanych czasopism, Roseanne
siedziała więc całe dnie na łóżku oglądając tapicero
wane meble, stoły i inne rzeczy, które mogłaby wybrać
przy urządzaniu ich domu po ślubie.
Po jednej szczególnie miłej wizycie u Roseanne
Matilda myślała w drodze do domu, że doktor Bramley
miał wiele racji mówiąc, iż miłość czyni cuda. Myśl ta
58 NAJCUDOWNIEJSZE LATO
w sposób naturalny przywiodła ją ku osobie doktora
Scotta-Thurlowa. %7łyczyła sobie ponownego z nim
spotkania, lecz choć doktor bywał w szpitalu u Rosean-
ne, nigdy nie przyjechali tam jednocześnie. Postanowiła
poszukać pracy, żeby zająć się czymś innym i spotykać
innych ludzi.
Odeszła od lady Fox pozostając pozornie w dobrych
z nią stosunkach. Ojciec widywał się często z sir
Benjaminem, a poza tym między dworem a plebanią
nie powinno być niechęci. W niedzielę, na miejscu,
które w dworskiej ławie zajmowała Roseanne, siedziała
panna Twisk, jej następczyni. Lady Fox wychodząc
z kościoła skinęła łaskawie głową rodzinie pastora.
Urazy były przeszłością.
Matilda była teraz wolna od rozmaitych drobnych
zajęć, które wykonywała we dworze, i to sprawiało,
że czuła się cudownie. Pomagała matce smażyć dżem
rabarbarowy, pracowała z przyjemnością w zanie
dbanym ogrodzie, pomalowała jedną z szop stojących
na terenie posesji. Potem zajęła się wyblakłymi
zasłonami w salonie. Pani Chump wygrzebała w skła
dziku barwnik w odcieniu starego różu i Matilda
użyła go do ufarbowania zasłon. Kiedy wieszała je,
aby wyschły, stwierdziła, że wyglądają całkiem niezle.
Nie zdejmując z siebie roboczego stroju siadła
w kuchni, żeby wypić kawę z matką i panią Coffin.
Staroświecki dzwonek przerwał ich pogawędkę.
- A niech to gęś kopnie - rzekła pani Coffin
wstajÄ…c. -Pewno listonosz, ale po co on tak alarmuje...
Ciekawe, z czym przyszedł.
Matilda zrzuciła sandały i rozparła się w starym,
wiklinowym fotelu.
- Pojadę dziś do Sherborne rozejrzeć się za jakąś
pracÄ….
- A co chciałabyś robić, kochanie? - Pani Finch
postawiła przed nią kubek z kawą.
NAJCUDOWNIEJSZE LATO 39
- Nie mam pojęcia, coś się znajdzie. - Uśmiechnęła
się do matki i odwróciła głowę, żeby zobaczyć, co
przyniósł listonosz.
Nie była to ani przesyłka, ani listonosz. W drzwiach
za panią Coffin pojawił się doktor Scott-Thurlow.
Ku swemu niezadowoleniu, Matilda na jego widok
dostała wypieków. Rozpromieniona pani Finch zerwała
się z krzesła.
- Dzień dobry, panie doktorze. Przyszedł pan
w samą porę na kawę. Proszę siadać. -Wskazała mu
krzesło obok siebie. - Czy był pan we dworze?
Matilda zadowolona, że może coś zrobić, poszła
po dzbanek z kawÄ….
- Proszę mi wybaczyć, pani Finch, że przychodzę
o takiej porze. Tak, wstąpiłem do dworu "wracając od
Roseanne.
Wziął filiżankę od Matildy.
- ZabiorÄ™ siÄ™ teraz do sprzÄ…tania sypialni, kochani
- oznajmiła pani Coffin.
Matilda, dziwnie nie mając ochoty zostać z dok
torem, zapytała ją, czy nie potrzebuje pomocy. Nawet
wstała już z krzesła. Jednak pan Scott-Thurlow
przeszkodził jej w ucieczce.
- Proszę nie odchodzić, przyjechałem, żeby z panią
porozmawiać.
- Ze mną? - Siadła z powrotem. - A o czym?
- Muszę iść do pracy - powiedziała szybko pani
Finch. - Pan rozumie, taki duży dom, zawsze jest tu
coÅ› do zrobienia.
- Proszę, niech pani zostanie. Chciałem coś za
proponować Matildzie. O ile wiem, nie chodzi już do
dworu. Być może byłaby zainteresowana okresową
pracą, niedaleko stąd, między Sherborne i Montacute.
U pewnego starszego pana, którego żona poszła do
szpitala na kilka tygodni. Jest tam gospodyni i pod
dostatkiem służby, ale on potrzebuje towarzystwa,
[ Pobierz całość w formacie PDF ]