[ Pobierz całość w formacie PDF ]

widział tak szczęśliwej i beztroskiej.
Zarumieniona ze zmęczenia padła obok Patryka, a dzieci (i owce) pognały dalej.
 Co wyście im na szyjach powiązali?  zapytał mężczyzna, próbując nie gapić się
maślanymi oczami na uroczą towarzyszkę teraz, gdy była tak blisko.
 Bandanki.  Dominika znów parsknęła śmiechem. Dla odróżnienia. Porzeczka ma
czerwoną, Je-żynka  niebieską, a Gruszka  żółtą.
 Niby moje owce, moje własne, dotychczas szczęśliwie bezimienne owce to teraz
Porzeczka, Jeżynka i Gruszka?! Czyj to pomysł? Oczywiście Lusi?
 Oczywiście. Masz świnie Marilyn Monroe i Sophię Loren, i trzy owce-owocki.  Dominika
padła na trawę, chichocąc.  W bandankach.
Patryk uniósł się na łokciu, rozejrzał bystro, czy dzieci nie widzą  te zniknęły za przydrożnymi
krzakami bzu  i pochylił się nad Dominiką, zdecydowany posmakować jej roześmianych ust.
Były pyszne! Dziewczyna umilkła, oddając pocałunki...
 Wujkuuu! tuż nad nimi sprawiło, że odskoczyli od siebie jak oparzeni.  Zaganiaj!
Zaganiaj!
Wypadło na nich stado owiec, a potem stado dzieci.  Zaganiaj, zaganiaj! zakwiliła
Dominika, krztusząc się ze śmiechu.
Najtrudniej było pozbyć się właśnie czarciąt. Z jednym byłoby trzykrotnie mniej kłopotu, z
trójką, która oblepiała przez cały boży dzień a to Dominikę, a to Patryka, a to oboje naraz,
okazywanie sobie czułości, drobne miłe gesty, których tak byli złaknieni, nie mówiąc już o
przytulaniu czy namiętnych pocałunkach  to wszystko, co zwykle czynią zakochani, było
awykonalne.
W dzień któreś z dzieci zawsze się przy nich kręciło niczym przyzwoitka. W nocy zaś...
Nie raz i nie drugi w pogoni na szczyt rozkoszy Dominika z Patrykiem zastygali w bezruchu,
zatykając sobie nawzajem usta, bo któreś z trojga małych lunatyków szukało niani, trapione
nocnymi zmorami. Patryk z jękiem rozczarowania przemykał nago do swojej sypialni,
Dominika, chichocząc w poduszkę, choć miała chęć płakać, musiała tulić Lusię czy Anielkę,
zamiast być tuloną przez Patryka.
Dzieci stały się wyjątkowo czujne  jak to dzieci. Oczywiście nie miały nic przeciwko zgodzie i
rodzinnej atmosferze, która nagle zapanowała w Zmyślonej, w miejsce ciągłych sprzeczek i
utarczek między
opiekunami, ale...
 I widziałyście, jak on ją całował?  Adaś wykrzywił paskudnie twarz.
 Bo oni się tak kooochaaająąąą Lusia przewróciła oczami.  A ty im zazdrościsz! 
krzyknęła do brata. Sam chciałbyś całować się z dziewczyną, ale ciebie nawet Toffi nie
chce!
 A ty chcesz? W łeb?  Adaś zeskoczył z płotu i pognał za siostrą, która piszcząc, uciekła
do domu. Patryk ledwo zdążył odskoczyć od Dominiki pochylonej nad zlewem, w
którymusiłowała myć naczynia, a tak naprawdę próbowała utrzymać się na nogach,
omdlewając od palących dotknięć i pocałunków mężczyzny. Lusia wpadła w momencie, w
którym on udawał, że ogląda fotografię na ścianie, dziewczyna zaś, zarumie- niona jak dojrzałe
jabłuszko, poprawiała sukienkę.  Aha! wykrzyknęła mała.  A wy znów się milicie!
Buzibuzi i łapu-capu!
Dominika posłała żałosne spojrzenie Patrykowi. Jak bardzo chciałaby dokończyć to łapu-capu,
choćby bez buzibuzi. Mężczyzna roześmiał się i wyszedł, zagarniając ramieniem Lusię.
 Chodz, ty mały wredny żandarmie. Natniemy pro- siakom pokrzyw...
Gabriel pożegnał rozmówcę, odrzucił telefon i rozparł się na sofie z rękami pod głową. Dom był
tak cichy, że słyszał skrobanie myszy na strychu. Ciszy tej nie mąciło podśpiewywanie Patrycji,
mamrotanie Janki, beztroska paplanina Hanki czy w końcu śmiech dzieci. Nawet psa jego
żona  niedługo była żona  zabrała.
Gdy wyjechała, odetchnął z ulgą. Był znowu wolny. Ale... ta wolność zbrzydła Gabrielowi po
paru dniach. Pokochał wieczny harmider, choć nie przyznałby się do tego nawet na spowiedzi.
Pokochał utarczki Adasia i Lusi, swoich wspaniałych, przemądrych dzieci, choć pewnie miałby
dla nich jedynie surowe słowo. Tak. Powrotu dzieci pragnął ponad wszystko, chociaż jego
intencje nie do końca były czyste, co przyznawał sam przed sobą, myśląc o Hance. Hance,
która...
Jak mogłaś?!  po raz tysięczny przemknęło Gabrielowi przez myśl. Zacisnął zęby, by nie kląć
głośno. Czy twój przeżarty wódą mózg pojmuje, co zrobiłaś?!
Nie. Mimo że po wizycie Patryka wahał się, czy prze- prowadzić sprawę do końca, teraz był
pewien, że nie wolno mu się cofnąć. Hanka musi zapłacić za to, czego się dopuściła. I nigdy
więcej nie zobaczy dzieci. Już on, Gabriel, się o to postara. Zepsuta, mściwa alkoholiczka nie
zasłużyła ani na jego miłość, ani na miłość Lusi i Adasia.
W domu i na podwórku było podejrzanie cicho. Ale w oborze działo się coś ciekawego. Pepsi
siedziała na progu, przechylając głowę, Adaś siedział obok psa, miętosząc włochate ucho.
Patryk niezauważony przez towarzystwo stanął w pod- cieniu, z rosnącym zdumieniem
obserwując następującą scenę: na zydelku, u boku krówki Toffi, siedziały mocno do siebie
przyciśnięte, bo stołek był nieduży, Dominika z Lusią. Dziewczyna najwyrazniej usiłowała
udoić choć kapkę mleka do stojącego między kolanami wiadra.  Nie tak! Lusia pokręciła
głową z dezaprobatą.  Cycki jej urwiesz!
 Lusia! Nie wyrażaj się! To wymiona, nie  cycki"!  Wymiona to Toffi ma tutaj, na górze. To,
za co ciągniesz, to cycki  odparła dziewczynka.
 Strzyki, jeśli już  poprawił ją Adaś.
 O właśnie  zgodziła się łaskawie Lusia.  I nie ciągnij, bo dam po łapach!  krzyknęła na
opiekunkę, bo ta znów próbowała udoić parę kropli.  To się zaciska. Paluszek po paluszku...
 Mała stanęła za nianią, objęła jej dłoń swoją i zaczęła zaciskać palce na strzyku biednej
Toffi. Mleko spłynęło szeroką strugą.  Widzisz! Lusia zaśmiała się triumfalnie.
 Paluszek po paluszku, mówisz  mruknęła Dominika.  I Patryk cię tego nauczył
oczywiście.
 Oczywiście  przytaknęła radośnie dziewczynka.  I też stał za tobą i obejmował twoją
rękę...
 Oczywiście  powtórzyła Lusia, zaciskając palce Dominiki po raz drugi. %7łeby łatwiej jej
było sięgnąć, niemal położyła się na dziewczynie.
 I wisiał ci na plecach?
Patryk osłupiał. Schował się za ścianą i słuchał dalej.  Nie wisiał  tym razem Lusia
zaprzeczyła.  Nie musiał. Sięga, gdzie wzrok nie sięga!  wypaliła. Patryk zakrztusił się
śmiechem.
 Ale nie sięgał... nigdzie indziej? indagowała ostrożnie Dominika.
%7łebym ja po ciebie nie sięgnął, Patryk chciał rzec na głos, ale uprzedziła go Lusia:
 No coś ty! Wujek nie jest pedofilem! Patryk znów osunął się po ścianie, zatykając usta.
 -Całe szczęście  usłyszał głos Dominiki.  A wiesz, kto to jest pedofil? upewniła się,
sącząc dydaktyczny smrodek.
 Wiem odparła dziewczynka z dumą.  To osobnik, który dotyka miejsc intymnych [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • sp28dg.keep.pl