X


[ Pobierz całość w formacie PDF ]

doświadczać od momentu ujrzenia  Centaura jeszcze bardziej się pogłębił. Nawet
po zdemontowaniu kilku działających części i zdjęciu najlepszych talii - czy
może raczej najmniej skorodowanych - z pochylonych żurawików, tylko jedną
poobijaną szalupę był w stanie doprowadzić do takiego stanu, że tylko w razie
dużego zagrożenia odważyłby sieją spuścić na wodę. Najchętniej tuż przy
nabrzeżu, przy bezwietrznej pogodzie i idealnie gładkim morzu.
Ciekawe, czy kiedy zdarzy się coś najgorszego, można będzie zaufać
alternatywnym środkom ratunkowym, czyli tratwom? Kyle nawet nie chciał myśleć
o takiej ewentualności.
Wielki zbiornikowiec Shella płynął w ich stronę po migoczącej
powierzchni toru wodnego dla statków płynących na zachód, zamierzając minąć ich
z lewej burty. Słońce oświetlało jego białe nadbudówki, powodując, że płonęły
niczym stare złoto. Gibraltar pełnił milczącą straż nad Cieśniną. Bliżej brzegu,
pomiędzy nimi a wybrzeżem Afryki Północnej flotylla wesoło pomalowanych łodzi
rybackich z Ceuty pracowała na chleb powszedni.
Przez chwilę Kyle zapomniał o ohydnym morderstwie i o przedmiocie, który
chociaż był bezcenny, to jednak nie był wart ani jednego ludzkiego życia.
A także o dawno zmarłym esesmanie i zaginionym odkurzaczu Davida oraz o marzeniu
dzielnego, starego żołnierza, które zmieniło się w jego najgorszy koszmar -
zwłaszcza, jeżeli stary Ted w ostatnim ułamku świadomości zdołał dostrzec twarz
człowieka siedzącego za kierownicą pędzącego nań pojazdu. Zapomniał nawet
o wszechstronnie utalentowanym i niezaprzeczalnie czarującym zabójcy, który
położył kres jego przyjazni, a teraz trzymał wachtę w odległości niecałych
trzech metrów od niego, jak na razie wolny od kary.
Stanął obok kapitana, opierając przedramiona na wytartej drewnianej
poręczy osłony mostka i patrzył razem z nim, rozkoszując się owiewającymi 10
Konwój Stollenberga jego twarz podmuchami ciepłego, śródziemnomorskiego wiatru,
łagodnie unoszącym siąi opadającym pod jego stopami liszajowatym pokładem. Czuł
wdzięczność, że może znowu być na morzu, nawet na statku takim jak ten.
Gdy tankowiec znajdował się na ich trawersie, na skrzydło mostka wyszedł
ubrany na biało oficer i podniósł rękę, salutując. Bardzo ładny i miłosierny
gest. Na dobrą sprawę  Centaur , czyli eks  Jurij Rogów , stracił prawo do
szacunku, jakim zapewne darzono go, zanim ów młody człowiek przyszedł na świat.
Barrosa zesztywniał, wyprostował się dumnie i odpowiedział na
pozdrowienie. Przez kilka minut stał bez ruchu, patrząc na oddalającą się szybko
rufę tego doskonalszego statku. Kyle mimo woli zastanawiał się, jakie uczucia
zostały poruszone i jakie pajęczyny nostalgii zostały na chwilę zdmuchnięte
z pogrążonego w ponurych rozpamiętywaniach umysłu Starego.
Może było to:  Ustąp z drogi, mój panie! Przepuść statek capitao
Ferreiro Cavaco Barrosy?
To było kiedyś. Muito tempo... bardzo dawno temu.
Trzeci oficer Chowdhury zmienił go o ósmej. Kyle poczekał, aż młody
marynarz urządzi się na mostku, a potem zszedł na dół na coś, co na  Centaurze
eufemistycznie określano jako śniadanie. Znowu jaja. Tym razem jajecznica.
Wielojęzyczne plotki z mesy głosiły, że w Rotterdamie, cierpiący
z powodu narzuconych przez armatora ograniczeń budżetowych główny kucharz,
ponury Węgier o nazwisku Bokros, dogadał się ze spotkanym w barze dostawcą
prowiantu, podejrzanym jegomościem dalekowschodniego pochodzenia o nazwisku Fuk
Yu, w sprawie dostawy dużych ilości... no cóż, jaj. Chińskich jaj. Dość starych,
bardzo przecenionych, w ilości dwóch tysięcy sztuk. Co w przypadku liczącej
czterdzieści dwie osoby załogi dawało 47,62 jajka na żołądek.
Miały konsystencję gumy. Smakowały jak guma. I równie dobrze mogły mieć
wartość odżywczą gumy.
Ostatniej nocy Bokros, nieco zatroskany sztyletem, który jeden 7.
włoskich smarowników przyłożył mu do gardła, obiecał załodze, że postara się
nieco urozmaicić menu. Będzie do wyboru: Oeufs Grand Mere. Rissoles d Oeufs.
Oeufs sur le Plat a la Mettemich... albo Omlette Paysanne.
W chwili gdy Kyle wszedł do mesy, znajdował się w niej jedynie drugi
oficer.
- Tosty są w porządku - uśmiechnął się Voorhoeve. - Są dobrzy w tostach.
Z kambuza wyłonił się Hackman i z trzaskiem postawił przed Kylem talerz
jakiejś szarej masy.
- Musiałem trzymać w piekarniku, żeby nie wystygły - wyjaśnił,
zaciskając wargi niczym zrzędząca żona. - Proszę nie mieć pretensji, że są
wysuszone!
- Były wysuszone w chwili, gdy przełożono je z patelni - zwrócił uwagę
Voorhoeve.
- Powiedziałem, że umiem tylko obierać kartofle - odpowiedz Hackmana
zawisła w powietrzu, on sam zaś zniknął, wycierając ręce w brudny fartuch.
- Kawy, panie pierwszy?
- Czarną, dwie kostki cukru, bez mleka.
- I bardzo dobrze. - Drugi wziął swój kubek i podszedł do kredensu.
Właśnie skończyło się nam mleko w proszku.
- A co gorsza, skończyły się nam pieprzone papierosy - warknął Kyle. -
Rzuciłem palenie o siódmej szesnaście dzisiaj rano i nie zapalę, dopóki nie
zacumujemy w Neapolu.
Ostrożnie szturchnął śniadanie, a następnie odsunął zastygłe,
monochromatyczne jaja na bok i sięgnął po grzankę i margarynę. Zapowiadał się
bardzo długi rejs. Stollenberg musiał odpowiedzieć za coraz więcej grzechów.
- Nie chcę być wścibski, ale co pana skłoniło, aby podjąć... takie
wyzwanie? - zapytał przez ramię Voorhoeve. - Jasne jak słońce, że nie zrobił pan
tego dla pieniędzy czy żarcia.
- To długa historia - odparł Kyle. - A poza tym mógłbym panu zadać to
samo pytanie. Przeglądałem pańskie papiery. Ma pan dobre kwalifikacje, Wim.
Pływał pan na kanadyjskich flagowych kontenerowcach, pracował na amerykańskich
statkach wycieczkowych. O ile mogłem się zorientować, nie zapaskudził pan sobie
kartoteki. A teraz coś takiego?
- Niech pan nazwie to chwilą odpoczynku od wyścigu szczurów ubiegających
się o dowództwo. Pozwoliłem sobie na luksus poszukania maleńkiej przygody.
- Przygody?
- No dobra, określę to inaczej. Przypuszczam, że chciałem nabyć
doświadczenia na statkach z innej epoki, zanim odejdą bezpowrotnie. - Drugi
oficer uśmiechnął się z lekkim zażenowaniem. - Przypuszczam, że brzmi to głupio,
ale mój tata, zanim osiedlił się w Vancouver, pływał głównie na holenderskich [ Pobierz całość w formacie PDF ]

  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • sp28dg.keep.pl


  • Drogi użytkowniku!

    W trosce o komfort korzystania z naszego serwisu chcemy dostarczać Ci coraz lepsze usługi. By móc to robić prosimy, abyś wyraził zgodę na dopasowanie treści marketingowych do Twoich zachowań w serwisie. Zgoda ta pozwoli nam częściowo finansować rozwój świadczonych usług.

    Pamiętaj, że dbamy o Twoją prywatność. Nie zwiększamy zakresu naszych uprawnień bez Twojej zgody. Zadbamy również o bezpieczeństwo Twoich danych. Wyrażoną zgodę możesz cofnąć w każdej chwili.

     Tak, zgadzam się na nadanie mi "cookie" i korzystanie z danych przez Administratora Serwisu i jego partnerów w celu dopasowania treści do moich potrzeb. Przeczytałem(am) Politykę prywatności. Rozumiem ją i akceptuję.

     Tak, zgadzam się na przetwarzanie moich danych osobowych przez Administratora Serwisu i jego partnerów w celu personalizowania wyświetlanych mi reklam i dostosowania do mnie prezentowanych treści marketingowych. Przeczytałem(am) Politykę prywatności. Rozumiem ją i akceptuję.

    Wyrażenie powyższych zgód jest dobrowolne i możesz je w dowolnym momencie wycofać poprzez opcję: "Twoje zgody", dostępnej w prawym, dolnym rogu strony lub poprzez usunięcie "cookies" w swojej przeglądarce dla powyżej strony, z tym, że wycofanie zgody nie będzie miało wpływu na zgodność z prawem przetwarzania na podstawie zgody, przed jej wycofaniem.