[ Pobierz całość w formacie PDF ]
tobie - powiedział, przenosząc wazon z goździkami na stolik do kawy.
- Blake, dosyć - powiedziała, nienawidząc drżenia które
pojawiło się w jej głosie. Im dłużej go słuchała: tym bliżej była
zalania się łzami. - Proszę, jeśli masz choć trochę serca dla mnie, to
zostaw mnie samą.
- Bukiet pierwiosnków znaczy, że nie mogę bez ciebie żyć -
powiedział, ignorując jej gorącą prośbę.
Dlaczego to robił? Czy nie dosyć już ją zranił swoimi pustymi
obietnicami i nieszczerością? Co każe mu myśleć, że przez mówienie
do niej językiem kwiatów prze kona ją, żeby mu uwierzyła?
Dotknął teraz białych fiołków stojących obok goździków i
patrzył na nie przez chwilę w milczeniu, po czym powiedział:
- One pytają, czy zaryzykujesz szczęście ze mną. Jego
nieustępliwa kontynuacja rozstrajała ją.
- Proszę, nie...
Zawahał się przez moment, jakby zamierzał stanąć naprzeciw
niej, ale poszedł w kierunku ostatniego bukietu, który postawiła na
telewizorze chwilę przed jego przyjściem.
- Żółte żonkile pytają, czy mnie kochasz - powiedział cicho.
Sasha poczuła, jakby jej serce znowu rozpadło się na kawałki.
Jak mógł ją o to pytać?
136
Anula
- Ja... ja... kocham cię - powiedziała łamiącym się głosem. - Ale
nie mogę... - Potrząsnęła głową. - Nie mogę wrócić znowu do tego, co
było.
- Dlaczego nie? - spytał, nie ruszając się z miejsca. Czy musiał
pytać? Czy tak bardzo był zapatrzony w siebie, że nie potrafił
dostrzec, jak ją zranił?
- Ponieważ nie mogę pozwolić, żebyś mnie znowu zranił, Blake
- wykrztusiła, niezdolna do utrzymania głosu w ryzach. - Drugi raz
tego nie przeżyję.
W końcu odwrócił się do niej twarzą i dotknął aksamitnego
płatka róży, którą ciągle trzymał w ręku.
- Czy wiesz, co oznacza pojedyncza róża, Sasho? Przełknęła
ślinę i pokręciła głową.
Podszedł do niej i stanął naprzeciw niej. Wręczył jej różę i wziął
jej rękę w swoje obie dłonie.
- To znaczy, że cię kocham.
Ciepłe dotknięcie jego ręki było dla niej jednocześnie niebem i
piekłem.
- Nie - powiedziała, starając się, by słowa przecisnęły się przez
jej ściśnięte gardło. Patrzyła na przepiękną różę, bojąc się spojrzeć na
niego. Wiedziała, że jeśli na niego spojrzy, będzie zgubiona.
- Ty nie masz pojęcia, co to jest miłość, Blake. Przez długą
chwilę milczał.
- Taka była prawda miesiąc temu - przyznał, czym ją zaskoczył.
- Ale to było, zanim zbliżyliśmy się do siebie.
137
Anula
Niezdolna mu uwierzyć, odepchnęła jego ręce i róża upadła na
podłogę.
- Jeśli mnie kochałeś, to dlaczego powiedziałeś Creedowi, że to
ty zwyciężyłeś? Czy masz pojęcie, jak się wtedy poczułam?
Dowiedziałam się, że mężczyzna, którego pokochałam całym sercem,
użył mnie w rozgrywce z własnym bratem.
Blake schylił się i podniósł różę. Kiedy się wyprostował,
przytaknął głową.
- Wiem, że strasznie cię zraniłem, Sasho, i bardzo żałuję, że nie
mogę cofnąć tego czasu i wielu innych rzeczy.
- Dlaczego sobie nie pójdziesz, tylko mówisz mi to wszystko,
Blake? - spytała, czując rodzący się w niej na nowo emocjonalny ból
spowodowany jego widokiem. -Gdybyś nie myślał, że jestem z
Creedem, nie zainteresowałbyś się mną. Przychodziłbyś do Dakota
Fortunes i nie zaszczyciłbyś mnie nawet swoim spojrzeniem.
Oboje wiedzieli, że to, co powiedziała było prawdą, i nie miał
żadnych argumentów, żeby temu zaprzeczyć.
Ale kiedy spojrzał na nią i zobaczył żal w jej niebieskich oczach,
stracił oddech.
- Niestety prawdopodobnie masz rację, kochanie. Ale nie
potrzebowałem wiele czasu, żeby się przekonać, jaką jesteś niezwykłą
osobą.
- Czy to było przed, czy po tym, jak oddałam ci swoje
dziewictwo? - spytała, niezdolna powstrzymać się przed zadaniem
tego pytania.
138
Anula
Blake wziął głęboki oddech, a prawda wyzierająca z jego oczu
spowodowała, że serce zabiło jej mocniej.
- Nigdy nie chciałem, żebyś wątpiła w to, jak wiele dla mnie
znaczysz. Uczyłaś mnie pokory, nie wiedząc nawet o tym.
- To dlaczego powiedziałeś Creedowi...
- Że zrozumiałem, że nie jesteście razem, kiedy wziąłem twoje
dziewictwo? - skończył za nią. Kiedy skinęła potakująco głową,
powiedział: - Ponieważ byłem głupim, egoistycznym durniem, który
mówił pod wpływem emocji chwili. Powinienem był trzymać gębę na
kłódkę.
- Ile jeszcze niewinnych ofiar zamierzacie zniszczyć, ty i twój
brat, zanim zakończycie tę bezsensowną waśń, Blake? Jak daleko
możesz się posunąć w swojej grze?
Kiedy zrobił krok w jej kierunku, potrząsnęła głową.
- Proszę, nie.
Ale jak to było w jego zwyczaju, zignorował jej protest i wziął ją
w ramiona.
- Zaraz przestanę, kochanie.
Dotyk jego ramion był jednocześnie jej zgubą. Oparła twarz na
jego piersi i dała upust łzom, których nie mogła dłużej wstrzymywać.
W tej chwili nieważne było dla niej, co zrobił. Ciągle go kochała i
[ Pobierz całość w formacie PDF ]